A precyzując bardziej - jeden potwór :)
I bynajmniej nie mam na myśli siebie.
Zaczynając (nie)wzruszającą historią:
Odkąd pamiętam kochałam ryby, gady i płazy. Przez to również uwielbiałam dinozaury a w wyniku tego pewnie dziś kocham smoki. Nie raz jako małe i naiwne stworzenie pisałam w liście do Mikołaja 'chciałabym kameleona lub jaszczurkę', bez żadnych skutków.
Kilka lat temu jednak zostałam wielce zaskoczona spotykając w sklepie zoologicznym stworzenie zwane Aksolotlem Meksykańskim, znane mi wcześniej tylko z podręcznika i olimpiady biologicznej. Zawsze byłam przekonana, że są one pod ścisłą ochroną/ na wymarciu.
Tak jakoś zaczęłam przeglądać otchłanie internetu by dowiedzieć się, że ludzie autentycznie hodują te śliczności jaki zwierzątka akwariowe. Mniej więcej rok temu postanowiłam: kiedyś przygarnę takiego płaza.
Myślę, że wydarzenia tamtego roku nie są zbyt atrakcyjne więc pozwolę sobie je pominąć by przestać już zanudzać. Dodam tylko, że najpierw i ja i wszyscy których znałam myśleli, że jest to zupełne szaleństwo.
Podejrzewam, że już wiecie do czego zmierzam :)
Miesiąc temu wreszcie mi się udało. Przywiozłam do domu pięknego 'dzikusa', który jak się później okazało, jest samiczką. Nazywa się Czesława ( cóż. Odkąd przybyła tak nazywała ją moja mama, więc zostało) i ma kilka miesięcy.
Mierzy sobie już prawie 20cm, a białe pazurki na łapkach sugerują że jest już dorosła.
I ja i cała rodzinka jesteśmy zupełnie oczarowani. Myślałam, ze będzie to taki nieruszające się i nie reagujące na to co poza akwarium stworzenie. Myliliśmy się wszyscy ogromnie.
Mała smoczyca podchodzi do tego kto jej się przypatruje, pływa wokół mojej ręki gdy zbieram śmieci w akwarium, a nawet podgryza mnie. Dobrze, że nie ma zębów.
Może i trudno uwierzyć temu uroczemu wyglądowi, ale ambystoma mexicanum są drapieżnikami, czynnie polującymi.
W niedalekiej przyszłości mam zamiar sprawić jej towarzysza, jednak do tego muszę jeszcze trochę uzbierać :)
Tyle na dziś. Cieszę się, że udało mi się spontanicznie napisać coś.
Pozdrowienia ode mnie i od Czesi
~Zauroczona Ailish
Czyli Siedlisko Nietypowości ponad Granicą Wyobraźni!
What I create, what I think, what I want to show
sobota, 16 marca 2013
sobota, 9 marca 2013
No i znów!
No i znów mimo wielu obiecanych tematów nie mogę się zebrać na nic konkretnego. Chociaż to i tak nie jest aż tak źle...
Już od kilku tygodni kusi mnie by znów napisać coś na blogu.
Jednak mimo wszystko to daje jakąś przyjemność i satysfakcję, mimo iż nikt tego nie śledzi :D
Znaczy.. tak myślałam.
Prawdę mówiąc zdziwiłam się potwornie jak po ostatnim poście, gdy przeciętnie dostaje 0-1 komentarzy napisało do mnie kilka osób! Wszystkim wam muszę podziękować, bardzo podnieśliście mnie na duchu. Wybaczcie, że nie odpisałam nikomu składnie i dokładnie ale jestem tchórzem i głupio mi strasznie było.
Wydaje mi się, że powoli wygrzebuje się z dołka 'nie wiem co dalej począć'. Znów wracają do mnie setki planów i pomysłów i uświadomiłam sobie, że w sumie chce je realizować. Nawet powoli zbieram też motywacje do uczenia. Jakimś magicznym sposobem udało mi się wygrać z sesją. Nadal nie rozumiem jak.
Dzięki temu zdobyłam trochę pewności siebie.
Drugą rzeczą, która mi bardzo pomogła to konkurs w którym wzięłam udział. Bardzo mi na nim zależało więc dość wcześnie zabrałam się za pracę. Pech chciał, że zaraz przy końcu pracy mój plik umarł. Wystąpił błąd w zapisie i żaden pogram nie chciał go otworzyć. Po chwilowym załamaniu postanowiłam, że się nie poddam i mimo wszystko zrobię ten obrazek do końca ( choć szanse był nikłe bo zostało wtedy kilka dni do końca) Dodatkowo padł mi talbet - zaczął krzywić linie i spowalniać w działaniu, no i pod koniec okazało się, że musze jeszcze poprawić kilka egzaminów. Jednak zaryzykowałam i siedząc kilka dni do późnej nocy - skończyłam pracę. Dawno nie czułam się aż tak szczęśliwie po tym... No i co najważniejsze - zyskałam ogromne połacie pewności siebie!
Jeśli ktoś może jest ciekawy - to tak wyszła moja praca:
Wyniki poznam jutro.
Dziękuje wam wszystkim jeszcze raz ;w;
Czuje się o wiele lepiej.
Do napisania~!
Już od kilku tygodni kusi mnie by znów napisać coś na blogu.
Jednak mimo wszystko to daje jakąś przyjemność i satysfakcję, mimo iż nikt tego nie śledzi :D
Znaczy.. tak myślałam.
Prawdę mówiąc zdziwiłam się potwornie jak po ostatnim poście, gdy przeciętnie dostaje 0-1 komentarzy napisało do mnie kilka osób! Wszystkim wam muszę podziękować, bardzo podnieśliście mnie na duchu. Wybaczcie, że nie odpisałam nikomu składnie i dokładnie ale jestem tchórzem i głupio mi strasznie było.
Wydaje mi się, że powoli wygrzebuje się z dołka 'nie wiem co dalej począć'. Znów wracają do mnie setki planów i pomysłów i uświadomiłam sobie, że w sumie chce je realizować. Nawet powoli zbieram też motywacje do uczenia. Jakimś magicznym sposobem udało mi się wygrać z sesją. Nadal nie rozumiem jak.
Dzięki temu zdobyłam trochę pewności siebie.
Drugą rzeczą, która mi bardzo pomogła to konkurs w którym wzięłam udział. Bardzo mi na nim zależało więc dość wcześnie zabrałam się za pracę. Pech chciał, że zaraz przy końcu pracy mój plik umarł. Wystąpił błąd w zapisie i żaden pogram nie chciał go otworzyć. Po chwilowym załamaniu postanowiłam, że się nie poddam i mimo wszystko zrobię ten obrazek do końca ( choć szanse był nikłe bo zostało wtedy kilka dni do końca) Dodatkowo padł mi talbet - zaczął krzywić linie i spowalniać w działaniu, no i pod koniec okazało się, że musze jeszcze poprawić kilka egzaminów. Jednak zaryzykowałam i siedząc kilka dni do późnej nocy - skończyłam pracę. Dawno nie czułam się aż tak szczęśliwie po tym... No i co najważniejsze - zyskałam ogromne połacie pewności siebie!
Jeśli ktoś może jest ciekawy - to tak wyszła moja praca:
Wyniki poznam jutro.
Dziękuje wam wszystkim jeszcze raz ;w;
Czuje się o wiele lepiej.
Do napisania~!
środa, 9 stycznia 2013
A tak se!
Woohoo!
Z bliżej nieznanego powodu ( jakim jest zbliżający się kolos z chemii )
zapragnęłam nagle napisać post na blogu!
Czyż to nie nadzwyczajne?
A tak do rzeczy.
Dużo teraz tu pędzie własnego wylewu. Góra tekstu, którą napisałam by czuć się lepiej. Nie ma sensu to czytać, chyba że ktoś kocha dostawać stanów depresyjnych.
Jeśli chodzi o wieści z mikroświata to zaczynam dostrzegać, że studia mnie trochę przytłaczają. Są dla mnie ogromnie ciekawe i w zasadzie prawie cały czas jestem na ' łaaaał! Ale supeeeer! Rozwalamy tajemnice wszechświataaaa!' ale ani trochę nie czuje motywacji by się uczyć czy zgłębiać nabytą (?) wiedzę. Przyjemnie jest dopaść podręczniki i nawet wielce przyjemnie się je czyta... o ile się już zacznie czytać.
Jakoś tak całe to przytłaczające wszystko składa się na to, że ostatnio szukam jakiś sposobów by się wyrwać i ( ku umiarkowanemu memu zadowoleniu ) są to moje marzenia. Czyli tłumacząc to bardziej życiowo - więcej zajmuje się grą, przy której współpracuje jako grafik ( o czym chce za niedługo napisać ), luźnymi prackami, by kiedyś zostać odkryta jako rysowniczka wśród twórców moich ulubionych serii ( choć wiem, że to graniczy z cudem, by tak od tak, jeszcze do tego mieszkając w innym kraju zostać przyjętym do jakiejś popularnej firmy... ale co tam! można pomarzyć!) oraz moim głównym komiksem... I tak nagle zdałam sobie sprawę jak te kilka lat umknęło mi przed nosem. Coś dziwnego się stało. Zawsze pamiętam, że czas wydawał mi się płynąć wolniej niż opisywali to inni i niekoniecznie starsi ludzie. Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że w sumie odkąd skończyłam 14 lat nie ma już żadnej różnicy - wszystko wygląda i działa tak samo, wszystko się powtarza i do tego jeszcze - szalenie leci na przód mimo iż zdaje mi się, że czas się zatrzymał. Dotarło to do mnie, gdy cieniowałam 100 stronę mojego komiksu.
'100 stron? To przecież wydaje się tak dużo!' Ale wtedy właśnie przypomniałam sobie jak dawno zaczęłam rysować ten komiks. O ile mnie moja pamięć nie myli - wystartowałam pod koniec mojego gimnazjum lub na początku liceum. To daje 3-4 lata temu! Choć pamiętam jak zaczęłam rysować pierwszą stronę. Siadłam bez żadnego przygotowania, pełna wiary w siebie i pozytywnych emocji z jedną myślą w głowie ' ta historia jest tak super, że MUSZE podzielić się nią z innymi!" Teraz widzę w sumie jak bardzo dziecinne uczucie mnie wtedy przepełniały. Byłam pewna sukcesu i ani trochę nie myślałam o tym jak może wypaść wszystko w przyszłości. Ale nie do tego zmierzam. Przyznam się szczerze, że ogarnął mnie ogromny strach jak zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę. Tak dużo czasu minęło, a ja tak naprawdę nic nie zrobiłam. Niczego nie osiągnęłam. Niczego się nie nauczyłam. Żadnego sukcesu osobistego. Po prostu tak sobie pluskałam razem z prądem. Nie wiem, nie mam pojęcia co się stało, ale kiedyś kochałam rywalizować, byłam ambitna i zawsze chciałam być najlepsza. Coś się zmieniło, zamieszkała sobie u mnie taka myśl ' ale po co to całe staranie? Co mi to da? Przecież nigdy nic nie dawało!' a przynajmniej tak mi się wydaje. Nawet oceny przestały mieć dla mnie znaczenie i jedynym powodem utrzymywania jakiegokolwiek poziomu było to, by nie zawieść wierzących we mnie nauczycieli i rodziców. To trochę śmieszne, że najbardziej zależało mi właśnie na oczekiwaniach tych nielicznych osób. Prawdę mówiąc nie raz załamywałam się i płakałam bo wiedziałam, że będą rozczarowani czy źli, ale w gruncie rzeczy to dzięki temu starałam się te nieliczne razy. Z perspektywy czasu widzę, że to było w sumie jedyne co dawało mi motywację. Wybaczcie za takie okropnie osobiste przemyślenia ale chyba tego właśnie mi trzeba. Pamiętam, że był moment w którym dostałam tak wielkiego motywacyjnego kopa, że przez długi czas jak tylko wracałam do tego zdarzenia myślami czułam, że zbiera mi się na łzy. Szczęścia. Nigdy nie przepadałam za językiem polskim. I ani trochę nie interesowały mnie żadne dzieła ani twórcy, jedyne co mnie interesowało na lekcjach to to w jaki sposób mówiła moja nauczycielka. Nikt z całej szkoły jej prawie nie lubił bo było bardzo ciężko, ale była ona niesamowitą osobą. Nigdy nie spotkałam kogoś tak inteligentnego, posiadającego tak wielką życiową wiedzę. Jeśli starałam się - to tylko dla z jej powodu. Pod koniec trzeciej klasy poddałam się trochę i notorycznie wszystko zawalałam. I tak z piątek w poprzednich klasach weszłam na trójki i niżej w ostatniej klasie. Nastał czas klasyfikacji, miałam mieć taką sobie zwykłą trójczynę i nagle pani zatrzymała się przy wpisywaniu mojej oceny. Powiedziała wtedy, że widzi, że mi nie idzie ( dokładniej, że raz lepiej a raz gorzej ) i że nie interesuje się tym co na lekcjach, ale docenia to, że umiem patrzeć inaczej i doroślej niż inni i wie, że sobie poradzę na maturze i dalej i w tych szczególnych okolicznościach jest w stanie dać mi 4 i wie. Nie jestem w stanie przytoczyć tego dokładnie. Nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Nie chodzi mi nawet o głupią ocenę, ale mimo tego, że poddałam się i pewnie nie raz ją zawiodłam ona wciąż mnie doceniła i wierzyła we mnie. Miałam ochotę na serio powiedzieć jej, że w cale nie zasługuje, ale stchórzyłam. Wiem na pewno, że nigdy tego nie zapomnę i prawdę mówiąc marze by kiedyś, jeśli cokolwiek uda mi się osiągnąć spotkać ją jeszcze i podziękować za wszystko.
Smutno mi bardzo, że teraz widzę, że nic się nie zmieniło. Dalej brak mi motywacji do jakiegokolwiek działania. Lepiej przecież cały dzień siedzieć i słuchać muzyki, niż robić coś kreatywnego, czy się uczy, prawda? Nienawidzę tego! Nienawidzę, że nic nie mogę zrobić. A co najgorsze - ja chce coś zrobić! Zawsze kiedy się zmuszę do czegoś potem czuje spełnienie, ale jednak wciąż...
No nic. Zaczynam strasznie się rozgadywać.
Jedynym pocieszeniem dla mnie jest, że nie całkiem wszystko zostało takie samo.
Spojrzałam niedawno na jedne z wcześniejszych stron mojego komiksu i aż wierzyć mi się nie chciało, że aż takie zmiany zaszły. Zresztą zobaczcie sami
Rok później walczyłam z drugim rozdziałemI to wszystko porównałam do strony, którą może i narysowałam w czerwcu 2012 ale dopiero co wycieniowałam
Cały czas widzę, że jednak to wciąż nie jest koniec i jest jeszcze tak dużo w czym można się poprawić. Pewnie i do końca życia będe tak twierdzić.
Kontynuując mój wywód zmierzam do jednego. Z jakiegoś powodu czuje się bardzo zagubiona, nie wiem którą drogą powinnam podążać. Wiem, że jak wybiorę którąkolwiek będę żałować, że nie jest to któraś z innych. Cały czas nawiedzają mnie myśli ' czy to jest coś co powinnam robić? Czy to aby na pewno to?' i cały czas nie wiem. Tak bardzo chciałabym spróbować wszystkiego a tak bardzo nie mogę się za nic wziąć. Czym więcej mam na głowie i czym większa presja tym bardziej jestem sparaliżowana i nie mogę zrobić NIC. Jestem już strasznie przez to zmęczona. Nie wiem zupełnie co mam robić. Wiem natomiast, że jak skończę to pisać, to na pewno nie zacznę robić nic pożytecznego. Już czuje, że muszę odreagować poprzez słuchanie muzyki. Nienawidzę tego. Bardzo chce coś zrobic, ale nie umiem. Albo po prostu zbyt mało chce...
To tyle na dziś. Mam wiele tematów o których chce (!) i powinnam napisać, ale tak jak już wiecie - brak jakiejkolwiek motywacji.
piątek, 21 września 2012
Japan Expo cz.2!
Relacji ciąg dalszy! :)
Dla tych którzy dziwnym trafem ominęli poprzednią część
zapraszam TUTAJ
A teraz do rzeczy!
Tym razem obiecałam wystawy, atrakcje i konkursy.
Cosplay jestem zmuszona przełożyć do części trzeciej,
która ukaże się niebawem :)
.
Zanim zacznę opowiadać i pokazywać liczne i cieszące oko wystawy -
muszę wspomnieć o tym, że prawie każde profesjonalne stoisko chwaliło się figurami, replikami bądź akcesoriami
( bardzo często 1:1~! )
No dobra. Chyba jestem dziś bardzo zmęczona bo nie mogę napisać nawet jednego sensownie brzmiącego zdania.
No nic! MNIEJ GADANIA - WIĘCEJ ZDJĘĆ!
Dla niektórych rozmiar rzeczywisty to i tak było za mało :)
Tego typu 'reklama' jak najbardziej spełniała swoją rolę.
Na pewno nie dało się przejść obojętnie obok takich olbrzymów.
Ludzie fotografowali się ze swoimi ulubieńcami.
Poza ogromnymi figurami - istniało wiele przysklepowych wystawek
( nie wspominając o gablotkach z figurkami przy sklepach, które widzieliście w poprzedniej części! )
Z niektórych miejscach były także całe zaaranżowane 'pokoje'
gotowe na przyjęcie rzeszy chcących porobić sobie zdjęcia fanów.
Tak to wszystko wyglądało na japońskiej części.
Natomiast przechodząc wąskim przejściem wprost do części Comiconowej
następowała ogromna zmiana...
Dlaczego?
Ponieważ w tej części nad sklepami i stoiskami przeważały właśnie wystawy i pokazy.
Nie przedłużając -
( tak - dobrze widzicie - to klocki lego :) )
Oczywiście poza figurami i replikami były jeszcze inne sposoby przyciągnięcia osób.
Na przykład modele!
Niektóre stoiska miały wynajętych modeli, których zadaniem było się wcielić w role.
( łatwo można było ich jednak wziąć za cosplayerów :D )
Na terenie całego expo znajdowały się wystawy prac
Były również wielkie jednotematyczne wystawy:
papercraft
Gundamy
| One Piece |
Byli również wystawy artystów robiących figurki
Co do samych atrakcji, to jak się pewnie domyślacie, były one zupełnie inne niż na naszych polskich konwentach.
Brak było paneli dyskusyjnych, konkursów również było bardzo niewiele.
Jedyne z którymi się osobiście spotkałam to konkurs rysunkowy
oraz konkurs na najlepszą nację przy stoisku Ankamy ( gdzie można było zmierzyć się w wielu interesujących konkurencjach - głównie związanych jednak z grami)
Sporo było natomiast różnych losowań.
Co do dalszej ilości atrakcji.
Dużo by tu opowiadać.
Można było zobaczyć pracujących na żywo artystów:
nauczyć się programować roboty ( ! )
Pooglądać lub wziąć udział w warsztatach azjatyckich sztuk walki
a nawet po prostu potłuc się z innymi
( tak! była arena do walk! Niestety nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia)
Był również kącik z atrakcjami dla dzieci, gdzie przybyli na Expo rodzice mogli zostawić swoje pociechy :)
( nie pytajcie się dlaczego właśnie w nim jesteśmy :D )
( nie pytajcie się dlaczego właśnie w nim jesteśmy :D )
W części Comiconowej odbywały się finały turnieju Starcrafta
( relacjonowane na żywo)
Oczywiście nie zabrakło tradycyjnych gier japońskich
A także tych mniej tradycyjnych - jak DDR czy Ultrastar/Singstar
Wiele stoisk producentów gier oferowało najnowsze wersje do spróbowania
Na Expo przyjechało wielu zagranicznych gości,
prowadzili prelekcje, konferencje warsztaty.
(wszystko tłumaczone było na język francuski -
nawet ci, co mówili po angielsku )
prowadzili prelekcje, konferencje warsztaty.
(wszystko tłumaczone było na język francuski -
nawet ci, co mówili po angielsku )
oczywiście - można było załapać się na autograf od którejś ze znamienitości
( co niekiedy graniczyło z cudem przy wielogodzinnych kolejkach )
Co ciekawsze - do bardziej obleganych autorów trzeba było wylosować możliwość wzięcia autografu
( nie dość, że musisz zostać wylosowany to jeszcze musisz odczekać/ dopchać się )
Dla uczestników otwarty był jeszcze 'dziedziniec' na którym można było odpocząć w towarzystwie świeżego powietrza
W tej chwili przypomniałam sobie tylko tyle.
Ogólnie plan dzienny był przepełniony atrakcjami w różnych miejscach,
ale trudno było się rozeznać co gdzie się odbywa
( nie wspominając już o zrozumieniu )
Ogólnie plan dzienny był przepełniony atrakcjami w różnych miejscach,
ale trudno było się rozeznać co gdzie się odbywa
( nie wspominając już o zrozumieniu )
Na następny raz co nieco o scenach, tym co się na nich znajdowało
i wszechobecnym cosplayu :)
Wyglądajcie więc następnego razuuuuu!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)